Od tego weekend'u minął grubo ponad tydzień, a ja dalej nim żyję.
Prognoza pogody zapowiadała ostatnie dni ciepła, więc na samą myśl nie mogłam już usiedzieć w domu. Wpadłam na pomysł, że przecież można jechać znowu do Karpacza. Szybko przygotowałam trasę i powiadomiłam ekipę.
Trasa lekka, całodniowa. Ok 20 km i 7h chodzenia.
Pojechaliśmy w czwórkę. Mniejsza grupa więc też wszystko w miarę lekko szło. Wyjechaliśmy ok 6. Oczywiście całą drogę przespałam. Choroba lokomocyjna nie rozpieszcza. Dojechaliśmy do Karpacza po 8. Zaparkowaliśmy standardowo w Białym Jarze, koło Dzikiego Wodospadu.
8.30 - zaczynamy wycieczkę czerwonym szlakiem do Schroniska pod Łomniczką. Mamy ponad 3 km do przejścia a droga naprawdę przyjemna. Bardzo błogie uczucie gdy spacerujesz sobie z rana w lesie, czujesz poranne słońce, słyszysz jak ptaszki ćwierkają i myślisz, że znowu jesteś w górach. Znowu oderwiesz się od codzienności. A inni sobie smacznie jeszcze śpią po piątkowych rozrywkach... albo i nie.
Pierwszy raz widziałam góry jesienią. I powiem Wam, że nie ma piękniejszych widoków. Barwy tak nasycone, klimat górski... Naprawdę robi wrażenie. A od ostatniej wycieczki do Karpacza minął ledwie miesiąc czasu. Tak szybko się zmienił krajobraz.
Mieliśmy naprawdę dobre tempo wiec po nie całej godzinie dotarliśmy do Schroniska.
Było jeszcze zamknięte. Gospodyni dopiero otwierała ale udało mi się czmychnąć do środka i podbić książeczkę, która jest super motywacją na wędrówki.
Zrobiliśmy sobie przerwę na jedzenie. I dalej w drogę, czerwonym szlakiem do Kotła Łomniczki.
Bardzo zaskoczył mnie ten widok. Kocioł Łomniczki w całej okazałości. A po lewej stronie Śnieżka. I kawałek szlaku po którym będziemy wchodzić na górę. Naprawdę, w rzeczywistości robi mega wrażenie.
Poranna mgła i słońce robią mega robotę.
Jesteśmy już na wysokości ok 1200m.n.p.m i teraz wspinamy się dalej po czerwonym szlaku do Domu Śląskiego. Po drodze, już prawie ku celu, mijamy Symboliczny Cmentarz Ofiar Gór.
I wychodzimy już za Domem Śląskim. Droga bardzo nas zmęczyła, a na górze jeszcze zastaliśmy mega wiatr wiec zrobiliśmy jeszcze dłuższą przerwę na jedzonko. A inni na 5 minutową drzemkę.
Ok godziny 11 postanowiliśmy wspiąć się na Śnieżkę i dalej wędrować Czarnym Grzbietem.
Była naprawdę przepiękna pogoda. Zero chmur , piękne błękitne niebo, w pełni słonko tylko ten wiatr tak bardzo przeszkadzał...
Na szczycie restauracja niestety była nieczynna wiec podbiłam sobie książeczkę obok.
W sumie głównym celem tej wyprawy było właśnie wejście na Czarny Grzbiet i przekonanie się jaka droga tam jest i czy coś ciekawego zobaczymy.
Wędrowaliśmy tym pasmem pośród krzewów do Czarnej i Średniej Kopy.
Myślałam, że zastaniemy jakiś punkt widokowy... Jednak była tylko polanka, na której się rozłożyliśmy i chwile odpoczęliśmy. Dalej droga prowadziła do Jelenki, czeskiej restauracji.
Bardzo tam przytulnie i długie kolejki do Wc. Trochę nas czas naglił wiec udaliśmy się dalej do Sowiej Przełęczy. Chwilkę mieliśmy drogi asfaltowej, ale szczerze to się jakoś mniej przyjemnie chodziło. Zero ulgi.
Na Przełęczy obieramy szlak czarny i zmierzamy już do Karpacza. Myślę, że najbardziej to mnie zmęczyła droga powrotna. Było dość stromo. No i nie ma co się oszukiwać, do Karpacza mieliśmy 6 km czyli jakieś 2 h drogi, ten fakt naprawdę odbierał sił i energii.
Może droga nie była zbyt łaskawa za to widoki bardzo złociste.
Ostatni odcinek drogi musieliśmy pokonać na zielonym szlaku, który w sumie w połowie był szlakiem w lesie i ta część nas bardzo cieszyła i trochę szlakiem w mieście, czyli znowu asfalt i to już była prawdziwa mordęga. Upoceni i zmęczeni musieliśmy ostatnie metry robić w górę i powtórzę, po asfalcie, a innej drogi nie było by dostać się do auta.
Na parkingu byliśmy ok 15.20
Więc to był dobry czas, nawet bardzo dobry. Zwłaszcza, że spontanicznie w planach miałam kolejna wycieczkę ale o tym niebawem w kolejnym poście. Myślę, że w Karpaczu zwiedziłam już wszystko co powinnam. I tak uważam, że najlepszy szlak do zobaczenia wszystkiego co ciekawe w Karpaczu, to ten, który opisałam post wcześniej.
Reasumując była to bardzo lekka trasa, w sam raz na taki sobotni, jesienny, ciepły dzień by poczuć cała magię jesieni w górach.