czwartek, 25 października 2018

Karkonosze 13.10

Od tego weekend'u minął grubo ponad tydzień, a ja dalej nim żyję.
Prognoza pogody zapowiadała ostatnie dni ciepła, więc na samą myśl nie mogłam już usiedzieć w domu. Wpadłam na pomysł, że przecież można jechać znowu do Karpacza. Szybko przygotowałam trasę i powiadomiłam ekipę.

Trasa lekka, całodniowa. Ok 20 km i 7h chodzenia.

Pojechaliśmy w czwórkę. Mniejsza grupa więc też wszystko w miarę lekko szło. Wyjechaliśmy ok 6. Oczywiście całą drogę przespałam. Choroba lokomocyjna nie rozpieszcza. Dojechaliśmy do Karpacza po 8. Zaparkowaliśmy standardowo w Białym Jarze, koło Dzikiego Wodospadu.

8.30 - zaczynamy wycieczkę czerwonym szlakiem do Schroniska pod Łomniczką. Mamy ponad 3 km do przejścia a droga naprawdę przyjemna. Bardzo błogie uczucie gdy spacerujesz sobie z rana w lesie, czujesz poranne słońce, słyszysz jak ptaszki ćwierkają i myślisz, że znowu jesteś w górach. Znowu oderwiesz się od codzienności.  A inni sobie smacznie jeszcze śpią po piątkowych rozrywkach... albo i nie. 



Pierwszy raz widziałam góry jesienią. I powiem Wam, że nie ma piękniejszych widoków. Barwy tak nasycone, klimat górski... Naprawdę robi wrażenie. A od ostatniej wycieczki do Karpacza minął ledwie miesiąc czasu. Tak szybko się zmienił krajobraz. 



Mieliśmy naprawdę dobre tempo wiec po nie całej godzinie dotarliśmy do Schroniska. 


Było jeszcze zamknięte. Gospodyni dopiero otwierała ale udało mi się czmychnąć do środka i podbić książeczkę, która jest super motywacją na wędrówki.


Zrobiliśmy sobie przerwę na jedzenie. I dalej w drogę, czerwonym szlakiem do Kotła Łomniczki.



Bardzo zaskoczył mnie ten widok. Kocioł Łomniczki w całej okazałości. A po lewej stronie Śnieżka. I kawałek szlaku po którym będziemy wchodzić na górę. Naprawdę, w rzeczywistości robi mega wrażenie. 


 Poranna mgła i słońce robią mega robotę.



Jesteśmy już na wysokości ok 1200m.n.p.m i teraz wspinamy się dalej po czerwonym szlaku do Domu Śląskiego. Po drodze, już prawie ku celu, mijamy Symboliczny Cmentarz Ofiar Gór. 



I wychodzimy już za Domem Śląskim. Droga bardzo nas zmęczyła, a na górze jeszcze zastaliśmy mega wiatr wiec zrobiliśmy jeszcze dłuższą przerwę na jedzonko. A inni na 5 minutową drzemkę.


Ok godziny 11 postanowiliśmy wspiąć się na Śnieżkę i dalej wędrować Czarnym Grzbietem. 



Była naprawdę przepiękna pogoda. Zero chmur , piękne błękitne niebo, w pełni słonko tylko ten wiatr tak bardzo przeszkadzał...




Na szczycie restauracja niestety była nieczynna wiec podbiłam sobie książeczkę obok.




W sumie głównym celem tej wyprawy było właśnie wejście na Czarny Grzbiet i przekonanie się jaka droga tam jest i czy coś ciekawego zobaczymy. 




Wędrowaliśmy tym pasmem pośród krzewów do Czarnej i Średniej Kopy. 


Myślałam, że zastaniemy jakiś punkt widokowy... Jednak była tylko polanka, na której się rozłożyliśmy i chwile odpoczęliśmy. Dalej droga prowadziła do Jelenki, czeskiej restauracji.


Bardzo tam przytulnie i długie kolejki do Wc. Trochę nas czas naglił wiec udaliśmy się dalej do Sowiej Przełęczy. Chwilkę mieliśmy drogi asfaltowej, ale szczerze to się jakoś mniej przyjemnie chodziło. Zero ulgi. 


Na Przełęczy obieramy szlak czarny i zmierzamy już do Karpacza. Myślę, że najbardziej to mnie zmęczyła droga powrotna. Było dość stromo. No i nie ma co się oszukiwać, do Karpacza mieliśmy 6 km czyli jakieś 2 h drogi, ten fakt naprawdę odbierał sił i energii.



Może droga nie była zbyt łaskawa za to widoki bardzo złociste. 

 
Ostatni odcinek drogi musieliśmy pokonać na zielonym szlaku, który w sumie w połowie był szlakiem w lesie i ta część nas bardzo cieszyła i trochę szlakiem w mieście, czyli znowu asfalt i to już była prawdziwa mordęga. Upoceni i zmęczeni musieliśmy ostatnie metry robić w górę i powtórzę, po asfalcie, a innej drogi nie było by dostać się do auta.  


Na parkingu byliśmy ok 15.20 
Więc to był dobry czas, nawet bardzo dobry. Zwłaszcza, że spontanicznie w planach miałam kolejna wycieczkę ale o tym niebawem w kolejnym poście. Myślę, że w Karpaczu zwiedziłam już wszystko co powinnam. I tak uważam, że najlepszy szlak do zobaczenia wszystkiego co ciekawe w Karpaczu, to ten, który opisałam post wcześniej
Reasumując była to bardzo lekka trasa, w sam raz na taki sobotni, jesienny, ciepły dzień by poczuć cała magię jesieni w górach. 

czwartek, 27 września 2018

Wycieczka Karpacz

Podzielę się z Wami teraz zdjęciami z wycieczki w góry, która wyszła mega spontanicznie i w gruncie rzeczy miał to być wyjazd ze znajomymi tylko po to by posiedzieć w swoim gronie. Ale że ja od jakiegoś czasu mam nową zajawkę, która będzie już trwała pewnie do końca moich możliwości, zaplanowałam moc atrakcji turystycznych na ten wyjazd. 


Skupię się na wycieczce w góry. Miejscowość: Karpacz. Cel: Wejście na Śnieżkę (?) ... Chyba naszym celem było przetrwanie trasy, którą wymyśliłam. 

Byłam odpowiedzialna za trasę i za ludzi, ośmioro ludzi na mojej głowie... Włącznie ze sobą. 

Nie miałam problemów z wyznaczeniem trasy, ponieważ już wcześniej ją robiłam z inną ekipą wiec w sumie wiedziałam czego się spodziewać, aczkolwiek i tak odpowiedzialność była wielka. Bycie przewodnikiem to nie lada wyzwanie. Przygotowywałam się solidnie o legendy, trasy czy ciekawostki na tyle ile mogłam zrobić bez większego doświadczenia. Grupa nie była zaawansowana w trekkingu wiec też nie wiedziałam czy w ogóle damy radę, ależ jakie było zadowolenie gdy zrobiliśmy cała trasę. No z małymi zmianami, ale ważne ze daliśmy radę.


Zaczęliśmy od wejścia zaraz przy zakręcie anomalii żółtym szlakiem zwanym Drogą Bronka Czecha ( B.Czech - ratownik, narciarz) 
Wcześniej mijaliśmy Dziki Wodospad. 

Dziki Wodospad to zapora przeciwrumoszowa, przeciwpowodziowa. 




Powyższe zdjęcie przedstawia drogę na Polanę B. Czecha, nasz pierwszy przystanek na złapanie oddechu i łyk wody. 

Najgorsze są początki i przyzwyczajenie się do zmiany ciśnienia. Chodzenie po górach, zdobywanie kolejnego szlaku to tak naprawdę walka z samym sobą... Nie jest to dla każdego. Ćwiczymy tutaj swoją silną wolę ale też odnajdujemy siłę i spokój. Sama dopiero zaczynam swoją przygodę ze zdobywaniem gór ale wystarczyła tylko jedna wyprawa z dobrą ekipą bym się w tym zakochała. 


Kolejnym przystankiem są skały zwane Kotkami. Dosłownie minutowe rzucenie okiem na skały i dalsze podążanie żółtym szlakiem na przystanek trzeci : Pielgrzymy. 


Uwielbiam zdjęcia w tym właśnie klimacie, są takie tajemnicze... Swoją droga ten krajobraz bardzo przypomina mi Tatry...


Jak można się nie zakochać ? Jak można nie doceniać naturalnego piękna ?



Na szczęście ekipa potrafiła to docenić. Michał podziwiał przepiękne tereny Karkonoszy 



I mamy Pielgrzymy. Są to ogromne granitowe skały, maja ok 25 metrów. 
Jesteśmy na poziomie 1200 m.n.p.m.









Dlaczego Pielgrzymy ? Ponieważ z dalszego szlaku gdy mamy te skały za sobą przypominają faktycznie pielgrzymów, którzy podążają w nieznanym nam kierunku. 


I w ciągu dalszym żółtym szlakiem idziemy do kolejnego przystanku : Słoneczniki 


Kolejne granitowe skały. Wysokość 1423 m.n.p.m 
Inaczej nazywamy go Kamieniem Południa. Ponieważ z dołu gdy opatrzymy się w ich kierunku faktycznie wskazują Południe. Jedna część skały przypomina postać ludzką, której mi się nie udało dojrzeć, ale miedzy innymi dlatego kolejną nazwą dla Słoneczników to Diabelski Kamień. 




Teraz idziemy czerwonym szlakiem i zmierzamy w kierunku Stawów. 


Witamy kocioł Wielkiego Stawu. Ma ok 25 metrów głębokości. 



Kocioł Małego Stawu. Inaczej Samotnia. 


Pięknie widzimy Samotnie a nad nią Śnieżkę. 




Droga Śląska na Schronisko Dom Śląski 



I mamy ją. Śnieżkę. 


Podzieliliśmy się na dwie grupy. 
Pewniejsi  szli szybszą trasą, a ci co mogli nie dać rady wzięli bezpieczniejsze rozwiązanie, drogę mniej stromą. Tak czy siak wszyscy szczęśliwie dotarli na górę. Oczywiście było mega zimno i wiatr okropnie targał, ale każdy był zadowolony ze swojego osiągnięcia.



Razem schodziliśmy mniej stromą drogą. A widoki naprawdę.... 


Ta droga wygląda tak obiecująco... Że na pewno kolejny szlak będzie tędy prowadzić.

 Widok ze Śnieżki na Schronisko



Schodziliśmy już czarnym szlakiem. Pisałam na początku, że zmienialiśmy plany. Pierwotnie mieliśmy ze Śnieżki cofnąć się do Spalonej Strażnicy i stamtąd niebieskim szlakiem na Strzechę i Samotnie jednakże problemy zdrowotne zmusiły nas na szybszy powrót do domu. Stąd wracaliśmy czarnym szlakiem, a powyższe zdjęcie właśnie z tego szlaku. 

Zdjęcie blisko Kopy

Ostatnia godzina męczącej drogi w dół , czarnym szlakiem.

Płynie tędy strumyczek. Można nabierać stąd wody , a jest taka chłodna i dobra.

Reasumując zrobiliśmy ok 17 km. Zaczęliśmy jakoś o 9.30 a skończyliśmy po 18, o ile dobrze pamiętam. Niesamowita przygoda. Widoki naprawdę warte uwagi. Byłam naprawdę mega dumna ze swoich dzieci, że dali radę mimo bólu, mimo chłodu, wiatru. Byłam i wciąż jestem wdzięczna za zaufanie, którym mnie obdarzyli. Nie wiedzieli do końca na co się piszą a jednak nic nie mówili tylko motywowali sie nawzajem. I o to własnie chodzi w górach. Dziękuje, że dotarliście do końca mojej przygody w Karpaczu. Na pewno nie jest to ostatnia. Zostawiam Was z najważniejsza zasadą :
 W górach idziemy razem i zawsze wracamy razem. Każdy każdego motywuje. Jesteśmy my, nie ja.